Moja żydowska Warszawa

  • Full Screen
  • Wide Screen
  • Narrow Screen
  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Recommend Print

Gerszon Lewin przyjeżdża do Warszawy

PL

Gerszon Lewin przyjeżdża do Warszawy

Pewnego razu ojciec mój wyjechał do Zamościa, a powróciwszy stamtąd, mówił ciągle o pewnym adwokacie Perecu. Jest haskalistą – opowiadał ojciec – pisze wiersze po hebrajsku, a opowiadania w „żargonie”. Przy tem wielki oryginał, trochę zwarjowany i zupełny niedowiarek.

Ojciec mój opowiadał wiele historyj, które miały wykazać niedowiarstwo Pereca; w pamięci mojej utrwaliły się tylko dwie: napisał raz list do przyjaciela w Nowy Rok i napisał przy tem datę: 1-szy tiszrej1.

Druga historja: nie chciał w żaden sposób przed Pesach sprzedać chamec chrześcijaninowi2 – jak to nakazuje zwyczaj. Był właścicielem młyna i po świętach musiał całą mąkę wysypać, bo żaden Żyd nie chciał jej kupić. Stracił przy tem wiele pieniędzy, ale poprzestał na swojem.

W owych czasach niedowiarstwo imponowało ogromnie. Haskaliści spoglądali na niedowiarka, jak na bohatera, który ma odwagę wyśmiewać się z tego, co święte jest dla innych. Nawet pobożni ludzie odnosili się doń z respektem i zarazem z odrobiną współczucia, jakby chcieli powiedzieć: „Szkoda, że ich tam w przyszłem życiu smażyć będą, ale to przecież morowi chłopcy”. Na taki liberalizm pozwalali sobie pobożni w stosunku do bogatych niedowiarków, ale na biednych grzeszników pomstowali bez ustanku: „Widziałeś? Ten 'dziad' nawet na taszlich3 nie idzie!”.

Nic więc dziwnego, że Perec, który był pisarzem i niedowiarkiem zarazem, zainteresował mnie bardzo. Nie mogłem tylko zrozumieć, jak to jest możliwe, aby jeden człowiek pisał i po hebrajsku, i w „żargonie”. Oba te języki wydawały mi się wówczas tak przeciwne, jak ogień i woda. Poezje, które ojciec mój przywiózł z Zamościa, spodobały mi się bardzo. Książkę wydał Perec wraz z teściem swoim Gawrielem Judą Lichtenfeldem; nazwy jej nie przypominam sobie. Poezje te były zupełnie niepodobne do „Szirej Tifereth” Wajzla4 lub do innych wierszy, które czytałem w „HaBoker Or”5. Zdaje się, że niewiele z nich rozumiałem, były jednak bardzo ładne. Przypominały „Pieśń nad pieśniami”. Byłem ogromnie ciekaw jego opowiadań w żargonie.

Odszukałem Szmerla księgarza i spytałem się go, czy ma jakąś książkę Pereca.

Spojrzał na mnie, jak na szalonego.
– Co za Perec? – spytał obrażony. – Kto on jest? Przecież nie będę sprzedawał książek byle kogo!

Przy tych słowach pokazał mi parę zatłuszczonych książek.
– To jest towar! – powiedział. – Co tam jakiś Perec!

U jednego Jechjela Bornsztajna, który ma bardzo ładną bibljotekę, też nic nie znalazłem Pereca. Nawet o nim nie słyszał.

Z czasem zupełnie zapomniałem o Perecu, i o całej literaturze. W ciągu dwóch lat pracowałem całemi dniami i nocami, przygotowywałem się do egzaminu, jako ekstern do siódmej klasy gimnazjalnej.

Przez te parę lat, które spędziłem w gimnazjum, w Radomiu, bardzo mało interesowałem się literaturą hebrajską i żydowską.

W Radomiu nie było w owym czasie tej atmosfery, którą u nas w Lublinie wytworzyła „Haskala”6. O literaturze hebrajskiej nikt nic nie wiedział. Bogaci Żydzi niemieccy – ubogich niemieckich Żydów zdaje się, że wcale nie było w Polsce – i chasydzi nie interesowali się takimi głupstwami. Misnagdzi7, którzy grupowali się wokoło Izraela Frenkla, interesowali się trochę literaturą hebrajską, nie wytworzyli jednak żadnego ruchu. Cała ich uczoność i wolnomyślność polegała na tem, że wyśmiewali cadyków i krzywili się na „żargon”, chociaż wieli z nich innego języka nie znało.

Wreszcie zacząłem z zapałem rozczytywać się w literaturze europejskiej, a własną zaniedbywałem. I właśnie dlatego, kiedy przed 29 laty przybyłem do Warszawy, aby studjować medycynę, moja znajomość literatury żydowskiej i hebrajskiej nie była większa, niż wówczas, kiedy uczęszczałem jeszcze w Lublinie do chederu.

W Warszawie zetknąłem się ze studentami żydowskimi, którzy dzielili się wówczas na dwie partje: na studentów z Polski, i studentów z Rosji i Litwy, tak zwanych „litwaków”.

Żydowscy studenci z Polski, z nielicznemi wyjątkami, byli dalecy od żydostwa, i wszystkiego, co tylko miało jakikolwiek związek z żydostwem było im wstrętne. Komiczne było po prostu, ile tracili energji i jakich dokładali starań, aby się wydawać prawdziwymi Polakami. Ideałem ich było, aby nie poznano po nich, że są Żydami. O tem, żeby mówili „żargonem”, to było już zupełnie nie do pomyślenia. Większość z nich udawała, że nie rozumie ani słowa po żydowsku.

Początkowo wierzyłem im.

Później dopiero, kiedy poznałem bliżej życie w Warszawie, przekonałem się, że to kłamstwo, że większa część z nich mówi ze swymi rodzicami w domu tylko po żydowsku. Wśród moich znajomych studentów był jeden, który czynił wrażenie szlachcica, przez długi wąs, przedział na środku głowy, ubiór swój i w ogóle całe zachowanie. Imię jego brzmiało również, jak polskie. Uważałem go za Polaka. Pewnego razu zaprasza mnie do siebie, aby porozumieć się ze mną w sprawie lekcyj, których miałem udzielać jego młodszemu bratu. I dał mi swój adres na Nowolipkach.
– Szlachcic mieszka na Nowolipkach? – dziwiłem się.

Kiedy przyszedłem do nich (był to piątek wieczór), usłyszałem w sąsiednim pokoju rozmowę prowadzoną po żydowsku i to takim akcentem, jakim mówi się w Lublinie na rynku. Kiedy mnie wieczorem zaproszono na kolację, ujrzałem w stołowym na stole cztery srebrne lichtarze ze świecami stearynowemi i półmisek z rybami.

Druga grupa studentów, tak zwanych „litwaków”, przybyła do uniwersytetu warszawskiego, gdyż ich na uczelnię rosyjską nie chciano przyjąć. Studenci ci uważali się za Żydów i mówili między sobą więcej po żydowski, aniżeli po rosyjsku, i dlatego polscy Żydzi unikali ich jeszcze bardziej, aniżeli sami Polacy. Bali się po prostu stać w ich pobliżu, nie siadali z nimi na jednej ławce, żeby ich broń Boże nie podejrzewano, że uważają litwaków za swych braci.

Litwacy czynili wrażenie „trędowatych”, którzy muszą się znajdować poza obozem.

Ma się rozumieć, że w tak duchowo różnej atmosferze czułem się obco.

Mnie jednak ciągnęło właśnie do „litwaków”, wśród nich znalazłem dwóch kolegów, z którymi zaprzyjaźniłem się serdecznie. Żyliśmy jak bracia, tak dalece, że zaczęto mnie również uważać za „litwaka”, chociaż rubryka podawała Lublin, jako miejsce mego urodzenia.

[Dzięki kontaktowi z żydowską inteligencją z Litwy i z Rosji odżyło we mnie uczucie żydowskie, wyssane z mlekiem matki. Znów zacząłem interesować się wszystkim, co żydowskie. Wziąłem się za literaturę w językach jidysz i hebrajskim, zacząłem nawiązywać kontakty z warszawskimi maskilami, z literatami tworzącymi w języku hebrajskim i my razem ze studentami z Litwy zaczęliśmy robić jakby małe stronnictwo żydowskie. Spotykaliśmy się od czasu do czasu i czytaliśmy wspólnie książki w jidysz i po hebrajsku, staraliśmy się powiększyć żydowską kasę bracką itp. To wszystko sprawiło, że ugrupowanie przeciwne okrzyknęło to „separatyzmem”, to znaczy, że my się odcinamy…

Uważam za konieczne dodać tu jeszcze jedną uwagę.

Studenci drugiego kursu obowiązani byli w tym czasie pisać tzw. „soczynienia”, ma się rozumieć, po rosyjsku. Ci, którzy tego nie dopełnili, byli w różny sposób szykanowani, a przede wszystkim nie zwalniano ich z płacenia czesnego.

Kiedy byłem na drugim kursie medycyny, nie znalazł się ani jeden student żydowski, nawet wśród biednych litwaków, który by takie „soczinienie” oddał, podczas gdy wśród Polaków niejeden się znalazł…] [W „Opinii” brak tego fragmentu – A.C]


1 W żydowski Nowy Rok (hebr. Rosz haSzana), wypadający 1-go dnia miesiąca tiszrej (wrzesień-październik), praca jest zakazana, nie wolno m.in. pisać.

2 Chamec (hebr., zakwas) – odgrywa istotną rolę w święcie Pesach. Według opisu biblijnego (Wj 12:18-20) w czasie tego święta Bóg nakazał jedzenie wyłącznie chleba „niekwaszonego” (hebr., maca) oraz zakazał posiadania chamecu w domach żydowskich, a nieprzestrzegających tego zakazu polecił wykluczyć „ze zgromadzenia Izraela”. W przypadkach, kiedy z jakiś względów nie można pozbyć się chamecu (np. posiadając zapasy handlowe), dokonuje się jego wyodrębnienia i sprzedaży nie-Żydom; akt odkupienia następuje po zakończeniu święta.

3 Taszlich (hebr., wyrzucisz) – obrzęd symbolicznego oczyszczenia się z grzechów, związany z obchodami żydowskiego Nowego Roku, kiedy należy pójść nad wodę i wytrząsnąć zawartość kieszeni (wszystkie zebrane tam okruchy), odmawiając m.in. psalmy.

4 Naftali Herc Wesel (1725 Hamburg – 1805 tamże) – poeta, lingwista, propagator haskali; jego 5-tomowe dzieło „Szirej Tiferet” (hebr., „Pieśni chwały”), wydane w Berlinie w latach 1782-1802, zostało przetłumaczone na języki niemiecki i francuski (fragment).

5 „HaBoker Or” (hebr., „Zorza Poranna”) – miesięcznik naukowo-literacki, wydawany w języku hebrajskim we Lwowie, a od 1879 w Warszawie.

6 Haskala (hebr., oświecenie) – nurt w kulturze żydowskiej rozwijający się w Europie od lat 80. XVIII w., powstały pod wpływem haseł oświecenia w krajach europejskich.

7 Misnagdzi (hebr./jid. przeciwnicy) – przeciwnicy chasydyzmu.

  • Author
    Gerszon Lewin
  • Source
    Perec. A bisl zichrojnes, Warszawa 1919, s. 9-16.
  • Translation source
    „Opinia. Tygodnik żydowski polityczno-społeczny i literacki”, nr 17 (115), Warszawa 1935
  • Created
    Saturday, 28 August 2010
  • Created by
    Simche Taub
  • Last modified
    Saturday, 28 August 2010
  • Revised by
    Simche Taub
  • Categories
  • Favourites
    Add to favourites

Chmura tagów

Statystyki

Content View Hits : 122090
We have 13 guests online
You are here: Opisy Gerszon Lewin przyjeżdża do Warszawy